drugi dzień bez telefonów, sporo mnie to kosztuje. ale w końcu przyjdzie taki moment, że będziesz mi obojętny zupełnie. że ze spokojnym sercem odłożę słuchawkę kiedy ty zadzwonisz w końcu.kiedy ci nie wyjdzie z nią.idziesz niezdarnie ze spuszczoną spoconą po wuefie głową, tak jak chodziłeś ze mną. i uwodzisz ją w szatni, rozmawiacie o filmach, bo to wasz wspólny temat. może słyszałeś dziś, nie obchodzi mnie to. to jest niepsrawiedliwe, że właściwie jej nie znam, a już nienawidzę. a ty nie potrafisz się zachować, tylko po prostu zmieniasz uwagę, obrót 180 stopni. i ignorujesz mnie swoim cielęcym wzrokiem, który mówi :no co? nie mam czasu, matura, ona, idiotko, nie wiesz?

pierdolony idioto.inaczej się takie sprawy załatwia.szczerze cie nienawidzę całym swoim sercem, które mnie boli.